Spotkanie czterech pokoleń

18 listopada odbyło się spotkanie przedszkolaków z grupy starszaków z przedszkola nr 7 Sióstr Serafitek w Krakowie z Kombatantami z Domu Zasłużonego Kombatanta w Krakowie. Dzieci wyraziły chęć zobaczenia prawdziwych kombatantów wojennych i wysłuchania ich dramatycznych losów.

Spotkanie wiązało się z uroczystościami związanymi z Narodowym Świętem Niepodległości 11 listopada.
W spotkaniu, które odbyło się w holu Domu Zasłużonego Kombatanta, uczestniczyło 17 dzieci. Wysłuchały 5 historii wojennych przeżyć, a także spotkały się z wdowami po Kombatantach.
Rozpoczęła seniorka Pani Zofia Śniegowska, która przysięgę konspiracyjną  na wierność Polsce złożyła w 1942 roku mając zaledwie 16 lat. Pracowała w oddziale jako sanitariuszka. W jej domu przechowywane były środki opatrunkowe i leki. W grudniu 1944 roku została aresztowana w Nowym Sączu i przewieziona do Krakowa do więzienia na Montelupich. W trakcie strasznych przesłuchań nikogo nie wydała. Mąż Pani Zofii, Zbigniew Jan Śniegowski w 1939 roku walczył w II Batalionie Marszowym 40. Pułku Piechoty „Dzieci Lwowa”. Następnie walczył w wielu różnych formacjach. Brał udział w organizacji plutonów Armii Krajowej oraz w wielu akcjach sabotażowych i dywersyjnych.

Swoje syberyjskie losy opowiedziała Pani Halina Pawełczyk. Była małą dziewczynką kiedy wybuchła wojna. Miała wtedy 10 lat. Pewnej nocy przyszli do ich mieszkania Rosjanie i zabrali  Ją z matką na dworzec kolejowy i załadowali do wagonów przewożących bydło (wagony te miały tylko małe okienka). Cały transport deportowanych Polaków pojechał na południową Syberię. Warunki jazdy były bardzo trudne. Panował okropny ścisk, ludzie leżeli i siedzieli na drewnianych deskach, brakowało jedzenia. Podróż trwała miesiąc. Najpierw pociągiem, a potem  płynęli statkiem po rzece Irtysz. Jednego roku zachorowała na zapalenie wątroby. Wyzdrowiała dzięki temu, że piła kozie mleko. Mamie udało się kupić kozę, która mieszkała razem z nimi, w tym samym pomieszczeniu. Karmiły ją dębowymi liśćmi, nauczyły ją ‚załatwiać się’ do podstawianej miednicy oraz chodzenia po schodach. Tak koza była z nimi przez rok. Pobyt na Syberii trwał 5 lat i 7 miesięcy i był wielkim koszmarem. Mimo głodu i chłodu, Bóg jednak czuwał nad nami. Dzięki szczęśliwym zrządzeniom losu, udało się Pani Halinie  i Jej Mamusi przeżyć i wrócić po wojnie do Polski.

O pobycie w hitlerowskim obozie koncentracyjnym w Ravensbrück opowiedziała Pani Ewa Żelechowska-Stozman. Znalazła się wraz z rodzicami i siostrą w Warszawie kiedy wybuchło 1 sierpnia 1944 r. Powstanie Warszawskie. Dwa miesiące rodzina ukrywała się w piwnicy kamienicy na Żoliborzu. Zostali znalezieni przez Gestapo. Mieli zostać rozstrzelani. Ostatecznie Pani Ewa z matką i siostrą trafiły do transportu jadącego do Ravensbrück, do hitlerowskiego obozu dla kobiet i dzieci. Obie przeżyły, ale ojciec został zamordowany w hitlerowskim obozie Po wojnie do Krakowa wróciła dopiero w 1951 roku.
Na ile sił Jej starcza stara się w kolejne rocznice wyzwolenia niemieckiego koncentracyjnego obozu w Ravensbrück odwiedzać to miejsce, aby pomodlić się za wszystkich, którzy tam zginęli, a prochy Ich zostały rozsypane w pobliskim jeziorze.

O zadaniach wykonywanych w Armii Krajowej wspominał Pan Andrzej Skowroński. Był żołnierzem Armii Krajowej i I Oddziału Strzelców Podhalańskich. Jako młody chłopiec pełnił funkcję łącznika, nosił meldunki. To były trudne wyzwania. Często musiał wykonywać powierzone mu zadania w nocy, przedzierać się przez lasy pełne dzikich zwierząt. Ale nigdy nie poddał się i każdy rozkaz wykonał. Po wojnie został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa i osadzony w ciężkim areszcie na Montelupich w Krakowie.

Pan Andrzej Komorowski był dzieckiem Powstania Warszawskiego. Mieszkał z rodzicami i babcią w Warszawie. Miał 6 lat kiedy wybuchło Powstanie Warszawskie 1 sierpnia 1944 r.
Spędził  z mamą i babcią 45 dni  w piwnicy domu, który został zbombardowany. Uratowali się, chociaż wielu ukrywających się ludzi zginęło pod gruzami. Pamięta, że był głodny, było mu zimno, bał się. Ale pamięta też jednego z ukrywających się razem z innymi człowieka o nazwisku Hirsch, który opowiadał mu o warszawskich ulicach, teatrach, kawiarniach i streszczał książki. Jest lekarzem weterynarii, pięknie pisze i opowiada o zwierzętach, które leczył, które ratował – jedne opowieści są smutne, ale inne wesołe.

Elżbieta Kuta wspomniała historię Pani Stanisławy Wiatr-Partyka, która była jej wychowawczynią i nauczycielką języka rosyjskiego w liceum ogólnokształcącym w Tarnowie. Pani Stanisława Miała zaledwie 10 lat, gdy w Twerze, 13 kwietnia 1940 roku, Rosjanie zamordowali jej ojca, majora Polskiej Policji Państwowej, a ją wraz z matką, tego samego dnia, jako element niebezpieczny, w bydlęcych wagonach wywieziono na Wschód. Dorastała na stepach północnego Kazachstanu – najpierw w Ilince, potem w Jawlence, gdzie w tamtejszym kołchozie z matką spędziła długie, chłodne i głodne 6 lat. Po latach zesłania wróciła do Polski w 1946 r. Zamieszkała w Tarnowie – rodzinnych stronach swojego ojca. Dzisiaj ma 85 lat i pamięć o tamtych strasznych latach swojego dzieciństwa zachowuje w wierszach i w prozie. Został odczytany fragment wiersza napisanego przez Stanisławę w czasie pobytu na zesłaniu. Czekała na powrót swojej mamy i modliła się:
„Boziu, Bozi, Boziu, Boziu
Boziu, Boziu – jest mi źle
Boziu, Bozi, Boziu, Boziu
Boziu, Boziu – jeść się chce
Boziu, Bozi, Boziu, Boziu
Boziu, Boziu – mama gdzie
Boziu, Bozi, Boziu, Boziu
Boziu, Boziu – tata gdzie
Boziu, Bozi, Boziu, Boziu
Boziu, Boziu – ratuj mnie”
Z tomiku: „Ballada o utracopnym domu”, Warszawa 2013

W spotkaniu uczestniczyły też wdowy po Kombatantach wojennych – Pani Irena Siwek i Pani Wiesława Ciempinska, które nie zdążyły opowiedzieć losów swoich mężów, a były tragiczne.
Józef Siwek rocznik 1924. W czasie wojny pracował w restauracji znajdującej się naprzeciw Teatru Słowackiego. Doskonale znał niemiecki i dlatego został łącznikiem i przekazywał cenne informacje zasłyszane w rozmowach niemieckich oficerów dla Armii Krajowej. Od samego początku wojny działał w ruchu oporu, aż do momentu zamachu na niemieckich wysokich rangą żołnierzy, który miał miejsce w lokalu w którym pracował. Został aresztowany. Był więziony w obozach koncentracyjnych w Oświęcimiu, Mauthausen, Gusen. W roku 1945 w chwili wyzwolenia przeczuwając, co mu grozi wstąpił do armii amerykańskiej. Do kraju wrócił w 1947 roku. Zmarł w Krakowie w 2005 roku

Kazimierz Ciempiński był więziony w obozach Lanzendorf, Flossenburg i aż 4,5 roku w Dachau. W konsekwencji urazów wojennych stracił obie nogi. Zmarł w Krakowie w 2010 roku.

To było niezwykłe i bardzo wzruszające spotkanie.

Czy jest coś bardziej wzruszającego
od małych dzieci
słuchających z otwartymi buziami
przeżyć Kombatantów wojennych?

Czy jest coś bardziej wzruszającego
od śpiewu małych dzieci
z przejęciem wykonujących
pieśni patriotyczne?

Czy jest coś bardziej wzruszającego
od modlitwy małych dzieci
za żyjących i zmarłych
Kombatantów wojennych?

Czy jest coś bardziej wzruszającego
od łez w oczach Kombatantów i ich rodzin
na widok dzieci zasłuchanych
w ich dramatyczne historie wojenne?

Elżbieta Kuta, wiersz niepublikowany